Zakładki:
O Autorze
1.Twardypoślad Chomik Kriza
2.Spis Treści Zakopanej
3.Adres e-mail do Pana i Władcy:
4.Krótki Rejs
5.Z innej beczki
6.Projekt Kriza
A imię jego czterdzieści i cztery:
A w jej 'rurzowości' warto zaglądać:
Coś o wnętrzu i zewnętrzu Tygrysa:
Czytane/Polecane
Siostrzana dusza z tramwaju
Wśród tandety lśnią jak diament
NOWY ADRES: www.kriz.pl
poniedziałek, 31 stycznia 2011

Opowiem wam historię.

Gdybym został pisarzem to właśnie w ten sposób chciałbym rozpoczynać swoje opowiadania.
Kończyłbym je natomiast przypadkiem. Przypadkowym zwrotem akcji wykańczałbym bohaterów, obdarzonych unikalnymi cechami charakteru, ale przecież stworzonych przeze mnie do tych moich opowieści.
Razem z postaciami rodziłaby się i ginęła ich wyobraźnia oraz wolna wola.

 

Wolna wola. Moje ubiegłe opowiadanie musiałem zakończyć w połowie.
Mimo że miałem pomysł na dalsze strony. W planach było nawet rozwinięcie wątku erotycznego.
Czytelnicy lubią wątki erotyczne.
Wymyślony i napisany przeze mnie bohater, obdarzony wymyśloną przez mnie wolną wolą, popełnił jednak czyn bardzo głupi i bardzo śmiertelny.
Mógłbym nawet pomyśleć, że zrobił to specjalnie, czyli że było to samobójstwo.
Może wyobraźnia, którą mu stworzyłem, przekonała go do wyrwania się z kajdan fikcji literackiej?
Ciekawe gdzie trafił po śmierci?

 

Jeśli Bóg istnieje, to ja - autor opowiadania, w którym bohater samodzielnie umiera przed puentą - wiem dlaczego nie lubi samobójców.
Samobójcy niemile psują ciąg logicznie następujących zdarzeń.

 

Musiałem zniszczyć moje opowiadanie, bo sugerowałoby czytelnikowi, że życie jest pozbawione sensu.
Mój wyimaginowany bohater, imieniem Piotr, mógł z tragicznym skutkiem przekonać człowieka o prawdziwym imieniu i nazwisku, żeby rozpruł kajdany życia.
Kto byłby zabójcą - Kriz czy Piotr?
I czy Bóg byłby tak samo wkurwiony jak ja?

 

Ale...

 

Opowiem wam inną historię.
Był sobie bardzo stary człowiek, który kochał filmy.
Wyglądał prawie tak:

kinowy dziadek

 

Miał długą i gęstą brodę.
Wyglądał jak Święty Mikołaj, którego ktoś okradł z prezentów i kolorów.
Dlaczego? Bo był bezdomny.
"Och, Kriz to ważny szczegół...mogłeś wspomnieć o tym na początku"
Dziadek był bezdomny, szary i stary. I kochał filmy.

Ludzie bezdomni nie oglądają telewizji dokładnie z tych samych przyczyn, z jakich nie piorą swoich ubrań.

Dziadek był bezdomny, szary, stary, śmierdział brakiem ciepłego domu, w którym miałby sprzęt gospodarstwa domowego. I kochał filmy.
Przychodził więc dwa razy (albo i częściej) w miesiącu do kina Cinema City, w którym dawno temu pracowałem.
Wszyscy go znali. Nikt nie wie skąd brał pieniądze, ale zawsze płacił monetami.

Nigdy nie przyszedł pijany.

Tamtejsze kasjerki nie ignorowały go z powodu zapachu czy nie przystającej do lokalu rozrywkowego szarości.
Sprzedawały dziadkowi bilet studencki. Ja kazałem barmanom sypać mi darmowy mały kubełek popcornu, sponsorowany przez operatora sieci Heyah, następnie przekazywałem przekąskę temu człowiekowi.

Wiecie co najpiękniejszego i najbardziej wzruszającego zapamiętałem?
Wiedział, że nie pachnie fiołkami. Wiedział, że na sali może pojawić się dama krzycząca "wyprowadźcie tego śmiecia, to skandal, tu są moje dzieci".
Wiecie, że takich ludzi można wszędzie spotkać.

Dlatego staruszek zawsze kupował najgorsze miejsca - miejsca, których nikt nigdy nie kupuje -  z przodu i z boku.

miejsca kino

A wiecie co ja robiłem? Przychodziłem na salę i patrzyłem jak film tańczy w jego błyszczących oczach.

 

 

Och, zapomniałbym.

Jest też i koniec tej opowiastki, a wygląda tak:

Po którejś z bardziej mroźnych nocy dziadek przestał przychodzić.

 

ktoś

 

 

Napisałem na początku, ze gdybym był sławnym pisarzem, to moje książki z wymyślonymi przez mnie bohaterami zaczynałbym od zwrotu "opowiem wam historię".
Tak też rozpocząłem opowieść o kinowym dziadku.

 

Jaka szkoda, że to nie ja wymyśliłem to opowiadanie.
Jaka szkoda, że to wydarzyło się naprawdę.

 

grobek

 

wtorek, 25 stycznia 2011

KOMUNIKAT---------------SPECJALNY

W dniu dzisiejszym zostały ogłoszone wyniki w konkursie na reklamę banku BGŻ.

Pomyślałem, że warto Wam przekazać ten fakt, ponieważ nasza reklamówka zajęła pierwsze miejsce.

100 000 złotych zostanie wkrótce przekazane właściwym osobom.

Przyda się na waciki, dzięki :)

------------KONIEC------------

 

15 sierpnia 2007 roku Otwarta wysłała do mnie z Londynu list.

 

Wspomnianą korespondencję przesłała mi w odpowiedzi na moje aide-mémoire, w której przekazałem Otwartej zdjęcia jej wcześniejszego listu oprawionego w sosnową ramkę, dumnie prezentującego się na półce z moimi książkami.

 

Powyższy akapit nie ma związku z dalszą treścią, ale jest idealnym spójnikiem do zdjęcia, które zamierzam wkleić, żeby ocieplić mój wizerunek.

list otwarty

 

Napisała mi otwarcie:

"Krriz, czy Tobie też się mocno wydaje, że jesteś fajny? Głównie składasz się z boskiej męskiej irytacji, którą uwielbiam przede wszystkim"

Na moją irytację codziennie pracują skomplikowane mechanizmy rzeczywistości.
Musicie wiedzieć, że należę do tajemniczego gatunku osób, które gdy tylko wychylą nos ze swojej nory to cała energia wszechświata, zamiast skupiać na miotaniu asteroidami w planety, na których żyją jeszcze jakieś kosmodinozaury (czy co tam robią wszechświaty w wolnych chwilach) koncentruje się na nich. 
Im bardziej "stabilny" wyruszam w świat- tym więcej los podsuwa mi pod nogi wszelkich korzeni, płytek chodnikowych, dziur w jezdni czy zasp śniegu.

Ostatnio zaspa śniegu wjechała w mój, niemal stojący, pojazd.

 

Rozpadek

 

... ale co tam... i tak chciałem wymienić zderzak oraz zakonserwować trudno dostępne miejsa na czas zimy.

 

Gdybym naszprycował się walerianą to mogę być pewnym, że na mojej drodze roziskrzy się zjawisko o prawdopodobieństwu zdarzenia jeden na milion.

Działają wtedy te same złożone zasady Świata Dysku czy filmów sensacyjnych z agentami Jej Królewskiej Mości*, czyli prawdopodobieństwo zaistnienia sytuacji jednej na milion wynosi dziewięć przypadków na dziesięć.

Odłóżmy na kiedy indziej moje cudowne koincydencje, wypadki, katastrofy, wyróżnienia, pomyłki, przyznane nagrody lub programy telewizyjne czy koła autobusów, które nie powinny przecież toczyć się przede mną bez współudziału dosyć chyba istotnego współpartnera jakim jest reszta autobusu.

Spuśćmy też zasłonę milczenia na moje romanse i życie płciowe, bo tu dopiero kosmos ma wyobraźnie i pole** do popisu.

 


"To się nieźle sprzeda na moim blogu!"

 

Dzisiejsze i kolejne wpisy będą natomiast o tym co mnie irytuje na codzień.

Dawno nie było tekstów o takim charakterze, więc dla niektórych czytelników będzie to wspomień czar.

Przed wami:

LISTA IM. KROWIEJ NACI:

MIEJSCE 6

Wszyscy pozostali uczestnicy ruchu drogowego.

 

Czy potraficie wyjechać na ulicę Warszawy, Krakowa, Wrocławia i pozostać bezkresną oazą spokoju?
To właśnie w ruchu drogowym spotykamy się na każdym korku z koncentratem głupoty ludzkiej w puszce.
Czasem mijamy już tylko przecier.


Kierunkowskaz. Według zdumiewającej większości jest to idealne narzędzie do zakomunikowania innym, że pan WŁAŚNIE skręca.
Lub nie.

To ja ci dziękuję za takie wskazanie kierunku... a po jaką cholerę po nocach rozwiązywałem tyle krzyżówek drogowych w testach na kartę rowerową?! Żebyś ty mi tu, teraz, ten, temu, tak po szachownicy skakał, przesuwał?

 

- Wjeżdżanie i opuszczanie skrzyżowań. Zawsze ten sam scenariusz.  Wpierdolić się i stanąć na środku skrzyżowania. Dumny bo go czerwone światło nie złapało.
A cała reszta stoi jak ten wół przed zielonym sygnalizatorem i czeka. Liczę sekundy, bo ja już wiem, ja już czuję, że gdy zapali mi się na powrót czerwone to on opuści środek skrzyżowania, ale żeby zrobić miejsce jemu podobnym.

 

Mogę co najwyżej ze złości psikać spryskiwaczem***

 

- Piesi. Tu sprawa jest już prostsza z powodu różnic kalibrowych.
Emeryci to jeden punkt, za okularników liczę sobe dwa, piesi w kapeluszach za trzy. Uderzenie w matkę z dzieckiem w wózku to oczywiście potrójny bonus punktowy. Poczwórny jeśli w wózku była też babcia w okularach i kapeluszu. Za pijanych studentów AGH odejmuję sobie 10 punktów****

 

- Nieżyczliwi kierowcy. To ci, którzy na drodze z pierwszeństwem przejazdu nigdy cię nie wpuszczą gdy stoisz na podporządkowanej.

 

- Życzliwi kierowcy. To ci, którzy na drodze z pierwszeństwem przejazdu jadą dokładnie przed tobą i co chwilę zatrzymują się, żeby wpuścić kogoś z podporządkowanej.

 

Nawiasem mówiąc, pochwalę się troszkę, po pięciu latach prowadzenia pojazdów walczę wreszcie o nadanie mi oficjalnego prawa jazdy.

 

Policjant mi kazał :) Ale to też opowieść na zaś...

 

Kolejne miejsca wkrótce.

-----------------------

* - Agenta Jej Królewskiej Mości oraz Toma Cruise'a nie da się trafić z karabinu maszynowego z odległości 5 metrów. Miliardy terrorystów/statystów przekonało się o tym, że zjawisko to, niestety, nie działa w drugą stronę.

** - dwór.

*** - spryskiwacz jest uruchamiany klaksonem. Chaotyczny Pojazd Master Kriza tak ma.

**** - zabawa jest fajna dopóki na drogę nie wyjdzie nam ciężkozbrojny rycerz z 16 wieku. To się zdarza rzadko*****

*****- ten zderzak odpadł, przyrzekam,  przez zaspę!

 

 

sobota, 15 stycznia 2011

Hei.

2 OBWIESZCZENIA
(dotyczy wszystkich)

Gdy tylko skończycie oddawać głosy na blog Segritty musicie natychmiast, bez czekania na kolejną porcję grochówki, przerzucić zgromadzone siły na świeżo utworzony front.

Na Seg oddawać głosy trzeba, bo to jedyna szansa, żeby w tej edycji konkursu Blog Roku, w pierwszej setce, znalazł się blog tworzony przez kogoś kto nie potrzebuje jednego procenta naszych podatków na leczenie raków stóp (o poprzedniej edycji skrobnąłem coś niecoś, polecam zajrzeć). Autorka wspomnianego blogaska nie jest też samotną matką wychowującą nieuleczalnie chore dziecko, które zostało spłodzone przez latarnię drogową i wrzucającą w związku tym na swojego bloga zdjęcia ławek w parku wykonane komórką.

Z chorób miała kiedyś grzybicę stóp o niezbyt lekkim przebiegu. Straciła wtedy wielu przyjaciół, dom i ukochane szpilki. Została sama.*
Świadectwem jej trudnej i zwycięskiej walki oraz niezłomnej postawy w obliczu przeciwności losu ("biednemu zawsze wiatr w nos") jest właśnie jej blog, którego symbolem są po dziś dzień różowe stópki.

No, tylko niech wam teraz oczy złapane w mocny uścisk wzruszenia oraz niewinne łzy, ciężko spadające na wasze dobrodusz... pomocne komórki, nie przesłonią wyświetlaczy!

A teraz weźcie się w garść. Postawa. Baczność. Nie chlipcież mi tam szeregowy Kowalski, ta historia była zmyślona! Równaj do szeregu.

--------------------------------------

INNA BARDZO WAŻNA DLA MNIE SPRAWA, PRZECZYTAJCIE UWAŻNIE:

ODPRAWA WAŻNE ACHTUNG

ZADANIE: Wesprzeć klikalność Kriza.

ZADANIA POBOCZNE: wysłać Krizowi zdjęcie cycków naszej najlepszej koleżanki.

WYWIAD:

W zeszłym roku w sieci pojawił się taki film:

...oraz, co częste w przypadku internetu, jego parodia:

Ja natomiast mogę Wam z dumą obwieścić, że film, bliski memu sercu, zakwalifikował się do finałowej dwudziestki najlepszych reklam banku BGŻ.
Obraz możecie obejrzeć poniżej:

TO JEST TEN NASZ FILM:

 

STRATEGIA:

Co musisz zrobić Ty oraz wszyscy Twoi znajomi z facebooka, NK oraz grona?

Kliknąć na ten link:
KLIK http://www.youtube.com/podwyzkanabank KLIK

Nstępnie trzeba znaleźć wśród finałowej dwudziestki ten właściwy, czyli ten nasz z budzikiem telefonem i trąbką. Tylko uwaga - za każdym razem klipy są układane losowo.

Kliknąć kciuk w górę.

Prawda, że proste? I nic Was to nie kosztuje.

 

NAGRODA:

Za wykonanie wszystkich zadań, spopularyzowanie tego obwieszczenia oraz zajęcie odpowiednio honorowanego miejsca przez nasz obraz, przewiduję upublicznienie moich cycków.

Powodzenia i meldujcie w komentarzach Wasze poczyniania.

------------------

* - Nie do końca. Psy zaczęły ją bardziej lubić :)

 

 

 
1 , 2