Zakładki:
O Autorze
1.Twardypoślad Chomik Kriza
2.Spis Treści Zakopanej
3.Adres e-mail do Pana i Władcy:
4.Krótki Rejs
5.Z innej beczki
6.Projekt Kriza
A imię jego czterdzieści i cztery:
A w jej 'rurzowości' warto zaglądać:
Coś o wnętrzu i zewnętrzu Tygrysa:
Czytane/Polecane
Siostrzana dusza z tramwaju
Wśród tandety lśnią jak diament
NOWY ADRES: www.kriz.pl
czwartek, 22 lutego 2007

   Tę notkę piszę przy temperaturze 38,9' C.

   Zastanawiam się, skoro rano mam taką gorączkę to co będzie się działo wieczorem, gdy temperatura zawsze jest najwyższa.
   Wezwałem już osobistą pielęgniarkę, może zrobi mi dobrze. Najprawdopodobniej zrobi mi dobrze, bo zostałem poinformowany, że już wyjeżdża tylko jeszcze weźmie prysznic i ogoli nogi.
   To dobrze wróży.

   Ponieważ jednak nie wiem czy przeżyję postanowiłem spisać moją ostatnią wolę.

   Będąc chorym na ciele i niezmiennie kalekim na umyśle spisuję co następuję:

  1.  Twardegopoślada przekazuję w dłonie Segritty. Nigdy na żywo nie widziałem tejże, ale ponieważ Segrys zdechł, to na pewno przyda jej się jakiś twardy zwierz.
  2.   Mojego psa (poznaliście go we wpisie Mc Kriz - kliknij sobie) przekazuję mojej przyjaciółce. Mój pies bardzo ją lubi. W zasadzie nie dziwię się temu, bo karmi go częsciej niż ja ;)
  3.   Królika nadziewającego bułeczki, nie przekazuje nikomu, zamierzam zeżreć sukinkota, bo hałasuje cały, kurwa, czas.
  4.   Moją kolekcję chusteczek higienicznych, które zbieram sukcesywnie od dwóch dni wręczam Marcie - bedzie mogła obetrzeć łzę.
  5.   Numery telefonów do dziewczyn, które "lubią czuć coś w sobie" zlicytuję na blogu.
  6.   Rybki mają odejść do krainy wiecznych połowów.
  7.   Czytelnicy mają popełnić samobójstwo, w możliwie efektowny sposób po czym wszyscy (dwoje) mają zostać pochowani wraz ze mną.

   Chcę ładnego pogrzebu, gołębi, strusi, wielbłądów, słoni, trębaczy, sztucznych ogni.

   I nie ma dziś żadnej pointy.

 

wtorek, 13 lutego 2007

    Jednak w polskiej kinematografii coś drgnęło.
   Minęły czasy wrzucanych do ludowych kin celuloidowych gniotów, na które prawie nikt nie przychodził. Kilkunastu zapaleńców oglądających film czwarty raz. Niskie oceny za "wartość edukacyjną, ideałową czy przesłanie" wystawione przez cenzorów tak gównianym filmom jak na przykład "Miś".

   Naprawdę. Taki "Miś" nawet przez Festiwal Filmów w Gdyni przeszedł niezauważony.
 Teraz jednak mamy Polskę kapitalnie kapitalistyczną. Nasi rodzimi twórcy we wsparciu z mniej lub bardziej rodzimymi sponsorami potrafią stworzyć arcydzieła filmowe! O tak!
    Wymienić? Proszę bardzo: "Tylko mnie kochaj", Ławeczka czy cuś takiego,  "Nigdy w życiu", "Dlaczego nie".

    aaa.. byłbym zapomniał jest jeszcze "Świadek Koronny".
  
Myślę sobie patrząc na plakat - polskie kino akcji? No nie może być. No i rzeczywiścnie nie mogło być, bo pięć centymetrów niżej znajduję podtytuł "miłość silniejsza niż mafia". Jaki kraj takie, kurwa, kino.

   Amerykanie chcą wybuchu, seksu, drętwych dialogów - to mają. Polacy chcą Wielcezakościelnego, "Papieżów-Polaków", miłości, księciów w Jeepach, miłosci, piosenek, miłosci, Radia Zet i Liveboxa TP, piosenki finałowej i ani grama seksu w filmie. No to mają. Przecież to czysta ekonomia. Jest popyt jest podaż. Polakom to nasze nowe "trudne kino" się podoba, w kinach tłumy, spaździerzałe baby kupują po trzy miejsca na seanse. Dwa miejsca na ich ogromną, nie dźgniętą nawet metalowym prętem dupę i jedno na BIG PACK chusteczek do nosa. Wiadomo, dzieła te niosą przecież zaskakujące zakończenie. Tak zaskakujące jak wytrysk u nastolatka.
   Uchroń, Panie żeby młode dziewczyny, które chodzą na takie filmy nie uwierzyły, że mężczyzne* zatrzyma się u swojego zgrabnego boku uśmiechem.

   I ja podziwiam tych twórców.

   I ja mówię poważnie. Jestem pod wrażeniem kunsztu tfu!rców.

   Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafili sprzedać komuś własną kupę, a nabywca odchodził cały w skowronkach (i muchach).

   Polskiej kinematografii udaje się z piąty raz z rzędu sprzedać ten sam film, z prawie tymi samymi gwiazdami. To jest talent. 
   Przepis? Proszę bardzo. W kolejności chronologicznej:

  1.  Informujemy potencjalnych sponsorów, że mamy świetny scenariusz filmu miłosnego. Informujemy, że w filmie udział potwierdzili: Zakościelny, Małaszyński, Jakaś Młoda Dupa (w roli tej dobrej), Jakaś Stara Brzydka Dupa (w roli tej złej), Joanna Brodzik. Ze dwie gwiazdy z serialu "M jak miłość"/"Na Wspólnej.**
       Koniecznie wspominamy o premierze w okolicy 14 II.
  2.  Jednocześnie informujemy, wyżej wspomniane gwiazdy, że są sponsorzy, jest niezła kasa, może by wystąpili. Zgadzają się.
  3.  Wieczorem  w chwili wolnego czasu piszemy scenariusz.

   To jest filmowa baśń*** o miłości. W związku z tym ważna zasada:

"Kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi"

   ...czyli kasa, kasa, kasa.

   Tu trzeba najbardziej główkować. Jeśli kasę na nasz film wyłoży Telekomunikacja Polska - musimy zmodyfikować scenariusz, żeby nasze gwiazdki komunikowały się ze swoim partnerem za pomocą neostrady.

   Wypierdalamy więc w piździelec scenę podczas, której zakochani spotykają się nad strumieniem, pośród szumiących drzew, gdzie on jej szeptem mówi "Kocham cię", a zza zamglonych jego błękintych oczu widać, że prawdę rzecze.

   Wklejamy zamiast tego scenę, gdzie ona siedzi na łóżku IKEI (wykosztowali się na krzesełka dla naszej ekipy filmowej) i rozmawia ze swoim chłopakiem za pomocą LiveBoxa TP. Oczywiście tenże czarodziejski maszin, zamiast leżeć na podłodze pod biurkiem, spoczywa na miękkich poduszkach.
  
Gdyby sponsor twardo negocjował, możemy zmusić oświetleniowca, żeby jeden halogen oświetłał poduchy.
    A chociażby i kosztem nieoświetlonego wyznania na monitorze "kocham cie".

   Oglądając ostatnią polską produkcję lekkostrawną naliczyłem (ale tylko do sceny z jeziorem):

  • Obiad z McDonaldsa
  • Radio Zet - 4 reklamy (radioodbiornik nastawiony na Zetkę, wóz satelitarny Zetki, przypadkowo podążający za bohateremi)
  • The Coca Cola Company i Kropla Beskidu - 2
  • Commercial Union
  • Plus GSM (dużo)
  • TP - 2
  • Gala.

I jeszcze wpływy z reklam Plus GSM - Darmowe Wyznania. Zakościelny i Cieślak.

   Adres internetowy w WP. www.dlaczegonie.wp.pl
   Gdyby ktoś przypadkiem wszedł na www.dlaczegonie.pl na dole strony znajdzie odnośnik "zobacz koniecznie" i znane nam już www.dlaczegonie.wp.pl.

Tytuł Dzieła przez duże D. Zwróćcie uwagę na kolory:

i kolory sposnora

    ...ale to przypadek.

   Z jednej strony świetnie, że powstają filmy, które mobilizują lud do kina, i parę osób ma z czego żyć, z drugiej szkoda że powielany jest ciągle ten sam schemat tylko dlatego, że się sprzedaje.

   Ktoś kto jeszcze nie widział tego filmu może przeczytać streszczenie, które na swojej stronie umieścił Mierzwiak.

"Piosenka. Piosenka. Reklama radia Zet. Piosenka. Piosenka. Piosenka. Reklama livebox tp. Klata Zakościelnego. Reklama Lexusa. Piosenka. Reklama Plus GSM. Klata Zakościelnego. Piosenka. Piosenka. Piosenka. Piosenka. Szlafroki. Piosenka. Reklama radia Zet #2. Reklama Wirtualnej Polski. Reklama Żywca. Piosenka. Piosenka. Napisy końcowe."

-----------------------------
* - mężczyzna. Mężczyzną nie jest osoba, który daje o sobie mówić "Pysiu", "Misiu". Ostatnio w radio słyszałem życzenia wysłane jakiejś babeczce. Autor po napisaniu kilku banałów o tej.. tej no... o miłości, własnie. Więc autor po napisaniu kilku banałów o miłości podpisał się: "Twój Miś". Miał to nieszczęście, że akurat przypadkowo słuchałem RMF-u, więc mogłem go wyśmiać prosto w głośnik.

** - niepotrzebne skreślić, w zależności, czy korzystamy z sił produkcyjnych TVP czy TVN.

*** - czyli taka dłuższa reklama.

niedziela, 11 lutego 2007

   Dziś mieliście tu zastać długi felieton, ale wciąż odkrywam bezmiar swojej głupoty. Dziś, na przykład, zawiesił mi się komputer około 30 sekund po tym jak spławiłem swą myśl "Kriziątko złote, skoro tyle już napisałeś to może wciśnij <zapisz>?"

    Jak dzieje się zawsze gdy coś zgubimy, albo samo odchodzi tak twierdzę, że to był pewnie mój najlepszy tekst.

   Felieton udał się więc niedawno, do miejsca gdzie pewnie ma niebo lepiej niż pośród krizowych ziaren kawy.

   Zresztą pół minuty później (jak się uspokoiłem) duchową drogą mego felietonu do lepszego świata, podążyła obudowa komputera.

   Niewiele brakowało, żeby poszła tam cała ekselektroniczna pielgrzymka, bo klawiatura też już zaczynała pakować swoje grzeszki do walizek.

   Skończyło się jak zawsze na groźbach i (ku ostrzeżeniu pozostałych) na klawiszu F7.

    Teraz jestem w stanie, kiedy nie chce mi się już nic napisać.

 
1 , 2