Zakładki:
O Autorze
1.Twardypoślad Chomik Kriza
2.Spis Treści Zakopanej
3.Adres e-mail do Pana i Władcy:
4.Krótki Rejs
5.Z innej beczki
6.Projekt Kriza
A imię jego czterdzieści i cztery:
A w jej 'rurzowości' warto zaglądać:
Coś o wnętrzu i zewnętrzu Tygrysa:
Czytane/Polecane
Siostrzana dusza z tramwaju
Wśród tandety lśnią jak diament
NOWY ADRES: www.kriz.pl
czwartek, 22 marca 2007

   Tekst poniżej dotyczy was, drogie kobiety. Oto jak możecie ułatwić nasze życie. Zainspirowany jest niedawnymi przeżyciami związanymi z zakupem krawatu.

Biały.*  

   Dawno temu, gdy byłem młodym chłopcem,  postrzegałem świat w  niewielu kolorów. To były lata plastyki. Wiecie o co chodzi - plastyka w podstawówce obowiązkowa, a ja jako biedne dziecko przynosiłem na ten przedmiot aż trzy kolorowe kredki w piórniku.

   Jeszcze gdyby to był czerwony, niebieski i zielony to pewnie jakieś dzieła bym nabazgrał.
   Ja jednak swej plastyczce mogłem udostępnić obrazy wykonane z pomocą szerokiego wachlarzu kolorów, pod warunkiem, że szeroki wachlarz kolorów oznaczał czarny, szary i biały.

   Na pytania dziadków, wujostwa "jakiego koloru jest niebo?" odpowiedałem z dumą w głosie "niebieski babciu, daj na precla".
   W latach mojej młodości słońce było żółte (nie żółtawe czy słomkowe)  trawa była zielona (nie, kurwa, chirurgiczna, malachitowa, czy manganowa) i świat ze swymi paroma kolorami cudownie mieścił się w mojej głowie.

Niebieski.**

   Świat zaczął komplikować się później. Jednym z odkryć czasu końca podstawówki było istnienie kolorów typu: błękitny, khaki, purpurowy oraz próba wepchnięca w mój uporządkowany świat puzzla, że dziewczyny mają włosy na nogach.
   Z oporami  zaakceptowałem te barwy.

Czerwony.***

   Przenosimy się o kolejnych kilka lat do przodu w mojej opowieści.
   Tym razem do pracy potrzebowałem białą sportową marynarkę. Wszedłem do sklepu i zobaczyłem całą półkę  białych marynarek. Podbiegła do mnie sprzedawczyni, służąc mi swoją bezinteresowną pomocą. Powiedziałem czego oczekuję, a ona wyciągnęła mi kilka marynarek Ja wyciągnąłem inną i powiedziałem:
"Ta biała mnie się podoba. Ja kupić."
Na twarzy sprzedawczyni wymalowała się tak przerażona mina jakbym właśnie jej powiedział, że wczoraj ze sobą spaliśmy.
   Zdaniami przerywanymi wydyszała, że to jest kolor (uwaga mężczyźni):

 ecru (mężczyźni, kobiety wymawiają to "ekri"), nie biały.

   Spytałem jaka jest różnica między tą białą marynarką, a tą białą marynarką, którą trzymam w rękach.
   Odpowiedziała mi, że ecru to kolor zółtoszary, kolor niebielonego jedwabiu.

   Wkurwiłem się, wyszedłem.


Wskaż trzy różnice

   Drogie kobiety chciałem więc poinformować was, że w moim męskim Krizowym postrzeganiu świata, nie ma miejsca na kolory przytoczone na liście poniżej:

  • akwamaryna
  • alabastrowy
  • amarantowy
  • antracylowy
  • atramentowy
  • bahama yellow
  • biskupi
  • brzoskwiniowy (brzoskwinia to owoc, a nie kolor!)
  • buraczkowy
  • burgund
  • butelkowy
  • chabrowy
  • chamois
  • cielisty
  • cyklamen (różowy z odcieniem fioletu)
  • fokstrot
  • fuksja
  • indygo
  • izabelowy
  • kardynalski
  • kraplak
  • karminowy
  • kobaltowy
  • lapis-lazuli
  • majtkowy ( sprany róż :-) )
  • marengo
  • modrakowy
  • mysi
  • mosiądzowy
  • oberżynowy
  • ptasi
  • rezedowy
  • róż indyjski (wbrew nazwie to brąz)
  • sadza angielska
  • słomkowy
  • tabaczkowy
  • tango
  • turkus
  • tycjanowy
  • ugier
  • umbra
  • wrzosowy

   Dziękuję za uwagę.

  Jeśli nie przestaniecie katować naszych, zajętych ważnymi sprawami, męskich umysłów takimi bzdurami (nazywanie czerwonego szećset razy inaczej tylko dlatego, że jest rochę jaśniejszy) to my będziemy wam opowiadać o kolorach w formacie RGB!

   Jeśli przejedzie koło mnie nowy ford fusion w kolorze szkarłatnym z jasną czerwienią wpadająca w róż z odcieniem fioletowym to od teraz nie jest kolorem amaryntowym tylko RGB: (229, 43, 80)

PS. A jak dalej będziecie nam pierdolić i istnieniu miliona kolorów, a nie trzech to przypomnijcie sobie Kieślowskiego, który nie nazwał swoich filmów:
"Trzy kolory: ecru"
"Trzy kolory: bromotymolowy"
"Trzy kolory:  krezolowy"

----------------
*- Nie żaden pieprzony kolor alabastrowy. Biały.

** - Nie lazurowy, pruski, metylenowy, bromotymolowy, tymolowy. Po prostu niebieski.

*** - Czerwień jest czerwona; nie alizarynowa, cynobrowa, turecka czy  żelazowa.

sobota, 17 marca 2007

   Nie przepraszam was, oczywiście, za paskudne kłamstwo pod poprzednim wpisem. Już wyjaśniam co mną pokierowało.
Przeglądałem swoje statystyki i wpadłem na  pomysł jak zwiększyć liczbę odsłon, nie plamiąc zbytnio swoich palców kurzem z klawiatury. Wystarczyło napisać wam, że pojawi się niebawem nowy wpis, a wy co pół godziny, z nadzieją, klikaliście w zakładce "ulubione" na adres kriz.blox.pl czym podnosiliście mi liczbę odsłon. Bóg wam zapłać, bo ja nie mam.

   Teraz już na temat.

   My Naród Mesjański, Obywatele Polski od Morza do Morza, Sumienie Europy jesteśmy... zjebani.
  
Na każdym kroku musimy sobie przypominać o naszej minionej wielkości, łechcemy naszą próżność, opowiadamy sobie wzajemnie o dawno zmarłych wielkich Polakach.
   Nasze usyfione... nie, usyfione to mało powiedziane... nasze upierdolone ulice, konstrukcyjnie upośledzone ronda, istniejące estakady* są, według lokalnych radnych, godne by upamiętniać nazwiska sławnych Polaków: Słowackiego, Kieślowskiego, Żwirka i Wigurki, Jana III Sobieskiego czy Marii Curie.

   A ja mówię temu nie!
   
Bo przecież te sławy są teraz prochem w porównaniu do naszych aktualnie nam świecących gwiazd, że chociażby pozwolę sobie wymienić na mych plugawych stronach: Bartosz Obuchowicz, Krzysztof z Tyńca***, Kasia Cichopek, Kasia Cerekwicka, Omeana Menyshahshazacośtam czy chociażby Gosia Andrzejewicz.
   I nie wmawiajcie mi, że to nie są gwiazdy bo w telewizji powiedzieli, że są a to oznacza, że są.


bracia Mroczek

   Więc po cholerę nazywamy brudne ulice, ronda, teatry nie znanymi szerszej masie publicznej, zaczerpniętymi z przeszłości nazwiskami? 
  

   Czy król Sobieski był królem?
a) tak
b) nie, był wódką.
c) trudno powiedzieć

   Jest w Polsce za to trend aby przysysać się do pewnych nazwisk i trzepać na tym kasiorę albo zwiększać swój prestiż. Czasami zajebistą kasiorę.

   Jednym z takich złotodajnych nazwisk, na którym można robić niezły biznes jest nazwisko śp. Wojtyły.

  "Gdy spotkałem się z papieżem w...", "Papież zwrócił się wtedy do mnie prywatnie..." to cytaty polityków.
   Z jego wizerunku korzysta prawie każdy wydawca książek, kilku radnych, już o producentach szerokiej gamy kalendarzy i figurek na wodę święconą z odkręcanymi główkami, nie wspominając.
   Czy ktoś się kogokolwiek o zdanie pyta? Nikt nawet Karolowi w zamian świeczki na jego ziemnym grobie, o który prosił****, nie postawi.

   Na hasło "jan paweł"  wstukane na www.filmweb.pl wyskakuje 16 filmów*****.

   Znam też historię, która wydarzyła się w pewnym mieście na W. Dawno temu gdy papież żył i jeździł po Polsce zdarzyło mu się było przejechać pewną długą ulicą. Potem radni tegoż miasta na W wpadli na pomysł przemianowania nazwy tej drogi z - dajmy na to - Młyńskiej na Jana Pawła II. Pomysł bardzo fajny, prawie wszyscy mieszkańcy miasta na W podskoczyli z radości (bo co to za miasto, które nie ma w swych granicach ulicy Jana Pawła II)
    Którzy mieszkańcy z tego powodu nie podskoczyli z radości? Kto miał powody, żeby wkurwić się na radę miasta?

  • sataniści
  • muzułmanie
  • listonosze
  • przedsiębiorcy i właściciele firm siedzibami przy ulicy Jana Pawła II
  • właściciel młynu

   Jedna decyzja radnych oznaczała spore wydatki na nowe tablice informacyjne, pieczątki, reklamy, szyldy. Firmy musiały poinformować swoich klientów o nowym adresie itd... A wszystko z funduszów Zaszczyconych Mieszkańców i Przedsiębiorców z ulicy Jana Pawła II.

   Nie tak dawno Polskę zeelektryzowała wiadomośc o wypadku w Austrii pewnego śmigłowca. Wiadomość była bardzo gorąca i chętnie odwiedzana bo śmigłowcem w 1984 przeleciał się papież!


w tle - nowoczesny śmigłowiec. Zdjęcie z 14.06.1984 r. Cudem dotrwał do 2007 roku

   Śmigłowce spadają z nieba bardzo często (a najczęściej te, które latają w klimatach pustynnych) ale to nie są godne naszej uwagi śmigłowce. Bo każdy śmigłowiec, kurwa, marzy o tym aby zostać Śmigłowcem i przelecieć się z papieżem bądź premierem. Tym czynem zapisuje się na kartach historii a szczątki jego wylądują w muzeum lotnictwa.

  Kriz wpadł więc na pomysł, żebyśmy przemianowali wszystkie historyczne nazwy ulic na aktualne. A niech taka Kowalska wyszczerzy zęby w uśmiechu, rozmawiając przez telefon komórkowy w teatrze imienia Anny Samusionek.

 

   Oto kilka moich propozycji na przykładzie Krakowa:

  1. Krakowskie Błonia to od teraz teren festiwalowy im. Gosi Andrzejewicz
  2. Aleje Trzech Wieszczów to nudna nazwa. Co to będzie? Co to będzie?
    -Aleja Braci Mroczek
  3. jw
  4. Stadion Wisły przy ulicy Reymonta to od dziś Stadion im. Wita Żelazko przy ulicy Tomasza Wojciecha Lipca******
  5. Rondo Grunwaldzkie nazywa się już Rondem Macieja Giertycha
  6. Tu krótko. Dworzec Główny im Kasi Cichopek

   Jestem otwarty na wasze propozycje.

   PS: Wpis ten dedykuję Janowi Pawłowi II, którego spotkałem kiedyś w Krakowie i powiedział mi "Krzysiu ten twój blog to..."

-------------------------------------
* - dobra, "istniejące" to określenie na wyrost dla estakad, które są, ale tylko namalowane na budowlanych tablicach informacyjnych wraz z dopiskiem "tu stanie niebawem"**

** - "stanie niebawem" jest określeniem oznaczającym, że budowa ruszy pod koniec kadencji radnych.

*** - znalazł się na tej liście, bo ma zajebiste imię. W dupie mam czy jest aktorem, piosenkarzem czy członkiem zespołu Pieśni i Tańca "kujawiak".

**** - i który oczywiście otrzymał, a jakże...

***** - dobra, głównie dokumentalnych ale chuj z tego :)

****** - nazwa ulicy powinna być zmienna ale zawsze powiązana z Ministrem Sportu

środa, 07 marca 2007

Chciałem podziękować za nominację autorce bloga 'na rurzowo' |link|.
Był to pierwszy łańcuszek jaki do mnie dotarł od, luźno licząc, pięciu miesięcy. Cytując bohatera komiksu Bug City |link|: Segritto, dzięki za zjebanie mojego rekordu pozostawania niewykrytym.
Nie masz jeszcze jakichś rekordów do zjebania, zjebywaczu rekordów?


komiks "bug city"

Teraz powinienem napisać pięć mało znanych faktów o sobie i wskazać kolejnych pięć osób do napisania pięciu mało znanych faktów o sobie.

Mógłbym do tego podejść w sposób olewczy, ale skopiowałbym podejście wyżej wspomnianej.

Zrobię to po swojemu. Wymienię osiem mało znanych (wam) faktów o Krizie, pięć prawdziwych i trzy zmyślone oraz nie wskażę następnych ofiar. Brak nominowanych tłumaczę niechęcią męczenia kolejnych osób, ale w tajemnicy zdradzę, że tak naprawdę po prostu nie mam znajomych. Jestem osobnikiem brzydkim, śmierdzę rybą i nikt mnie nie lubi.

  1. Wbrew powszechnej opinii nienawidzę kawy. Dzień zaczynam od herbaty i pijam ją przynajmniej 3 razy dziennie. Cola i herbata to jedyne źródła kofeiny w ciągu mojego dnia.
  2. Najczarniejszym okresem w życiu Kriza, był prawdopodobnie okres ulotkarstwa. Kriz był wtedy bardzo młody i parał się kilka tygodni roznoszeniem ulotek dla telepizzy. Przychodziliśmy wraz z kolegą rano i dokonywaliśmy podziału rewirów. Wychodziliśmy z lokalu wraz z plecakami ulotek i za rogiem czekaliśmy na "sprawdzacza". Osoba na tym stanowisku miała sprawdzać czy śmieci dotarły pod klamki emerytek.
    Teoretycznie. Praktycznie wszyscy znikaliśmy w sklepie monopolowym kupowaliśmy żółądkową gorzką. Liczcie w litrach. Piliśmy w co drugiej bramie, ulotki zostawialiśmy w co czwartym bloku i straciłem w tym okresie chyba co ósmą szarą komórkę.

    rekonstrukcja zdarzeń. Kriz pierwszy z prawej.

    Praca ta nie generowała zysku bo na alkohol wydawałem więcej niż wynosiła dniówka, a szef czytając raporty uznał mnie za najsolidniejszego pracownika miesiąca.
  3. Znam Segrittę osobiście.
  4. Olga Bończyk nakleiła mi na rozcięty palec plaster.
  5. Mój pierwszy seks uprawiałem z modelką pewnej firmy kosmetycznej.
    Udało się to tylko dlatego, że to była impreza domowa i skończyły się już wolne pokoje dla nocujących.
    W to już pewnie nie uwierzycie, ale byłem bardziej pijany niż ona :)
  6. Mimo porównań Jacka Majchrowskiego do morsa, w jednym z moich wpisów |link|, przy ostatnich wyborach pracowałem dla jego sztabu wyborczego.
  7. Kriz skłamał w każdym punkcie.
  8. Na Open'er Festival 2006, szydziłem cały czas z Marii Peszek, a w momencie pisania tego tekstu, wyżej wspomniana przygrywa mi w głośnikach. Mało tego - nie skończyło się na pojedynczej mp3-ce - mam cały jej album.

 

Teraz macie być zadowoleni i główkujcie. Tym wpisem kończę okres pisania w kategorii 'z życia wzięte' i powracam do męczenia waszych mózgownic przemyśleniami.

 

 

 

 

 
1 , 2