Zakładki:
O Autorze
1.Twardypoślad Chomik Kriza
2.Spis Treści Zakopanej
3.Adres e-mail do Pana i Władcy:
4.Krótki Rejs
5.Z innej beczki
6.Projekt Kriza
A imię jego czterdzieści i cztery:
A w jej 'rurzowości' warto zaglądać:
Coś o wnętrzu i zewnętrzu Tygrysa:
Czytane/Polecane
Siostrzana dusza z tramwaju
Wśród tandety lśnią jak diament
NOWY ADRES: www.kriz.pl
poniedziałek, 31 lipca 2006


ostrzał artylerii

Dziś będziemy się wspólnie zajmować tematem wydaje mi się ciężkim. A przynajmniej niewygodnym dla większości z was. Wiem, że łatwiej jest umieścić tu z rana śmieszny tekst czy rysunek - bo nie musicie używać mózgu i możecie posuszyć zęby przed monitorem, a słupki odsłon od razu polecą mi w górę.
Dziś jednak piszę dla tych, którzy wymagają od siebie czegoś więcej i będą potrafili jakoś się ustosunkować do tematu (a wierzę, że znajdzie się tu kilka takich osób - może nawet i czytelnik, który nigdy nic nie skomentował - czekał tylko na taki temat)

Tyle tytułem wstępu.

Hezbollah
takimi rakietami ostrzeliwane jest terytorium Izraela.

Czym jest Hezbollah? Jest polityczną i militarną organizacją założoną w 1982 roku w Libanie. Poza działalnością militarną ma tez bardzo rozbudowany system opieki socjalnej. Prowadzi szpitale, szkoły, sierocińce, subsydiuje rolnictwo.

Co jeszcze?

Ano został uznany przez kilka zachodnich państw za organizację terrorystyczną. (USA, Izrael, Kanada, Wlk. Brytania)

Czemu został uznany za organizację terrorystyczną? Bo pozwolił sobie podczas wojny między Libanem a Izraelem i USA w latach 80-tych atakować amerykańskie bazy wojskowe i ambasadę.

Czyli podczas wojny atakował cele militarne.

Warto zauważyć, że UE ma w dupie przekonania "krewnych i znajomych Królika" i nie uważa członków Hezbollahu za terrorystów.

Uwaga, zagadka - czy Armia Krajowa walcząca z hitlerowcami podczas II wojny światowej była organizacją terrorystyczną?

Tu właśnie jest największy sukces polityki gabinetu Busha - potrafili sprytnie zmanipulować społeczeństwo, powtarzając w koło macieju, że to terroryści, tak iż przeciętny konsument McDonaldsa słuchając wiadomości stawia teraz na równi Araba z Hezbollahu z Osamą Ibn Ladenem.


Libańczycy uciekają z terenów zagrożonych

Polityka USA z destabilizowaniem rejonów koło Europy powoli mnie wkurwia. Nie wiem czy amerykanie poczuliby się bezpiecznie gdyby nasze Polskie Siły Lądowe przeprowadzały co jakiś czas desanty w Meksyku, niszczyły tamtejszą kulturę i zostawiali karteczkę "Biali tu byli i wpierdol spuścili"
W końcu jakiś meksykański populista zauważyłby:
"ej, chłopaki, ale przecież Ci na pólnoc też są biali a mamy do nich bliżej. Jedziemy spuścić łomot?"

Ktoś teraz pewnie zauważy, że przecież Hezbollah atakuje Izrael swoimi rakietami na 'chybił trafił' i giną cywile. Owszem paru zginęło. A jak to się ma do chaotycznych bombardowań Izraelczyków, którzy mają na koncie kilkuset cywilów (w tym dzieci) oraz czterech obserwatorów Organizacji Narodów Zjednoczonych?

Lubię Izrael, więc nie popieram ideologii Hezbollahu - dotyczącej usunięcia sąsiada, ale wczujcie się, wyjątkowo, w skórę mieszkanców Libanu. Wasza ojczyzna gospodarczo ledwo ciągnie i macie jeszcze pod nosem kraj, który rozpierdala waszą telewizję i sracie w majty gdy tylko usłyszycie samolot.

Totalnie nie zachowałem obiektywizmu w dzisiejszym tekscie.
Obiecuję brak poprawy na przyszłość.
Byłbym dobrym dziennikarzem Faktu?

A najciekawsze zostawiłem na koniec.
Wiecie jak tłumaczyła się izraelska armia po zbombardowaniu kilkudziesięciu cywilów ukrytych w budynku?
"przecież zrzuciliśmy wcześniej ulotki informujące, ze ten budynek zostanie zbombardowany"

niedziela, 30 lipca 2006

Nie pisałem parę dni to zasypaliście mnie pocztą eletroniczną (jeden e-mail), zrobiliście bajzel na blogu komentując co popadnie z sensem większym, mniejszym lub z sensem inaczej. Denerwuje mnie to. Jestem więc zmuszony do wrzucenia wam jakiegoś tekstu na pożarcie.

Przynajmniej w ten sposób oszczędzę pozostałe tematy.

Mam nadzieję.

Jeśli chodzi o sprawy mojej marnej egzystencji - daję sobie jakoś radę. Fauna w moim mieszkaniu ma się dobrze, a i pies szczęśliwy puszcza bąka od czasu do czasu.

Gorzej sprawa ma się z florą. Dwa dni udało się przetrwać kwiatkom doniczkowym w tych upałach o suchym korzeniu, za co jestem im bardzo wdzięczny. Nie są może już tak zielone jak kiedyś, ale generalnie, ważne że jeszcze w ogóle są. Poddałem je już hospitalizacji.

Mimo, że co bym nie zjadł to i tak gówno z tego będę miał - zastanawiam się jeszcze co mogę zjeść jutro na śniadanie z dostępnych składników znalezionych w lodówce:
-osiem jajek (w miarę świeżych)
-olej
-z pół szklanki soku buraczano-jabłkowego Hortex (trzy dni po otwarciu)
-niedobry tani ketchup
-pótora plastra sera żółtego
-koncówka pasztetu z czosnkiem
-masło
-jedna parówka marki TESCO (miałem nieodparte wrażenie, że próbowała się schować za masłem jak otworzyłem lodówkę)
-garnek ze starym leczo
-borówki vel jagody (kiedyś chyba je napocząłem. Ja albo parówka)
-mleko
-kilkutygodnowy kawałek kiełbasy
-psie żarcie w ilości dominującej
-żarówka

Pytanie główne to czy można coś z tego zrobić, żeby nie wyszła jajecznica z serem?

Tyle. Komentujcie sobie tą notę ile wlezie.
Jutro wysmażę wam przed południem jakiś ciekawy temat do ogólnej polemiki.

Dobranoc.

PS: Mam też dwa pyszne wielkie i tłuste kotlety schabowe od babci :)

czwartek, 27 lipca 2006

Współokatorki emigrowały mi na parę tygodni do Londynu.
Rozważam teraz plusy i minusy obecnego stanu rzeczy.

plusy:

  1. mogę wracać do domu o trzeciej nad ranem i spiewać piosenki Krzysia Krawczyka - nikt nie będzie na mnie z tego powodu (poza sąsiadami) mordy darł.
  2. mogę się nie myć.
  3. mogę puścić bezkarnie głośnego bąka.
  4. mogę wypierdolić z zamrażalnika wszystkie te ich "warzywa na patelnię".
  5. dostałem kasę na utrzymanie ich zwierząt.
  6. mogę nie ścielić łóżka cały dzień.
  7. mogę się wysikać do wanny.
  8. mogę jeść puszkowane jedzenie, które zostawiły psu i w ten sposób ciąć własne wydatki żywieniowe.
  9. w sytuacji kryzysowej mogę upiec królika.
  10. na parkingu stoi autko jednej z nich, a kluczyki są już zlokalizowane.

minusy:

  1. muszę sam utrzymywać porządek.
  2. nie obudzi mnie zapach smażonej  jajecznicy z szynką.
  3. nie będę mógł przebierać się potajemnie w ich bieliznę.
  4. na pewno zauważą, że ich zwierzęta wychudły.
  5. muszę dawać rybkom wodę do picia.
  6. nie każdy facet wygląda dobrze w małym, różowym autku.

czyli plusy przesłaniają minusy. Ale to jest lista sporządzona na szybko, tuż po pięciogodzinnym pobycie na lotnisku.

Gatunek kobiet jest niezwykle pomysłowy - wczoraj cały wieczór ważyły swoje bagaże i przekładały niektóre rzeczy do bagażu podręcznego albo do etui od laptopa, tak by nie płacić dodatkowej opłaty za walizki.

I zgadnijcie kto dziś woził te torby?
Z ich walizkami?

Dobra idę wmłócić obiad (mięso drobiowe w galarecie - Chappi i ryż) 

Będę umieszczał sprawozdania z mojej sytuacji.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5