Zakładki:
O Autorze
1.Twardypoślad Chomik Kriza
2.Spis Treści Zakopanej
3.Adres e-mail do Pana i Władcy:
4.Krótki Rejs
5.Z innej beczki
6.Projekt Kriza
A imię jego czterdzieści i cztery:
A w jej 'rurzowości' warto zaglądać:
Coś o wnętrzu i zewnętrzu Tygrysa:
Czytane/Polecane
Siostrzana dusza z tramwaju
Wśród tandety lśnią jak diament
NOWY ADRES: www.kriz.pl
środa, 25 lipca 2007
206 dzień roku Do końca roku: 159 dni
wsch: rano
zach: wieczorem
wsch:
zach:
Pokrycie tarczy hfg%


lipiec 2007

Długość dnia: aż się ściemni.

25

środa

Krzysztofa oraz kogoś tam jeszcze

 

Czytelniku - dziś nie pytaj co Kriz może zrobić dla ciebie - pomyśl co ty możesz zrobić dla Kriza.

Masz do dyspozycji mój e-mail, komentarze i środki masowego przekazu :)

sobota, 21 lipca 2007

Pewne wielkie G. nie wierzy w ewolucję, ale to nie sprawa na mojego bloga - nie babrajmy się w polityce.

Ewolucja

Weźmy taką zieloną roślinkę - stara się rosnąć sobie spokojnie na pustyni (co nie jest łatwym zadaniem) lecz co chwilę coś/ktoś ją wpierdala.
Kaktus - mądra łodyga - wytwarza więc kolce, żeby mieć ochronę przed potencjalnymi oprawcami.

...co prawda dzięki tym kolcom każdy debil, który zabłądzi na pustyni wie, że to z kolcami to kaktus i wie, że wewnątrz tego kaktusa jest woda, i o ile nie przedrepta gdzieś w pobliżu zbłąkany jeż to wyrok śmierci padnie właśnie na roślinkę.*

 

Albo weźmy taką żabkę. Ich świat jest nieskomplikowany.
Kumka sobie to to gdzieś w Australii, skacze z żabki na żabkę i co jakiś czas wmłóci jakiegoś owada.
Wszystko idealnie do czasu aż jakaś sowa, wonsz, jastrząb czy większa żaba tego maleństwa nie pożre.
Żabkom taka zniewaga nie w smak i najchętniej sprawiłyby, żeby oprawca tej nie w smak zniewagi nie przełknął.
Któreś tam pokolenie żabek z rzędu zaczyna wytwarzać więc truciznę.
Oczywiście przy mijaniu żołądka żabki zdają sobię sprawę, że biznes jest żaden jeśli drapieżca dopiero przy trawieniu odkrywa, że popełnił bolesny i najprawdopodobniej ostatni błąd w życiu.

Ewoluują więc i ich skóra zaczyna być pomarańczowa, aby ostrzec sowę, wonsza, jastrzębia czy większą żabę o konsekwencjach degustacji oczojebnej żabki.

trująca żaba
trująca żaba - przed jedzeniem zagotuj

I w tym miejscu na scenie znowu pojawia się człowiek.

Pierwszy z nich siedząc w klimatyzowanym laboratorium gdzieś na Florydzie odkrywa, że substancja zawarta w truciźnie małej żabki może wyleczyć z większości nowotworów (w tym raki stóp), AIDS, kiły, kataru, a zastosowany w większej ilości - w jakimś napoju, moze wyleczyć z pokusy zdradzenia tajemnicy kto zabił Kennedy'ego.

Reszta ludzi wyrusza więc do Australii, żeby pozbierać nieszczęsne żabki, co nie jest trudne, bo teraz świecą się jak psu jajca.

Do czego zmierzam? Otóż byłem ostatnio świadkiem pojawienia się nowego gatunku ryb.

Robiąc zakupy w hipermarkecie dostrzegłem gigantyczne akwarium, które było podpisane "świeże ryby" czy jakoś tak.

Okazało się, że w akwarium wyżej wspomniane "świeże ryby" pływają dwoma stylami:

  • klasycznym rybnym
  • grzbietowym przy powierzchni

Te, które pływały stylem klasycznym były szybko wyławiane klientkom. "Świeże ryby", które upodobały sobie pływanie brzuchem do góry były omijane przez sprzedawców i gusta klientów.

Wtedy mnie olśniło - oto jestem świadkiem powstania nowego gatunku ryb!

Ryby te chcą żyć jak najdłużej w doskonałych warunkach, które oferują im wielkopowierzchniowe sklepy i dlatego pływają udając martwe.
Zakupiłem więc taką rybę i jestem gotów się założyć, że gdybym przed zjedzeniem ją wypatroszył miałaby pęcherz pławny przesunięty bliżej grzbietu.

 

---------------------------
* - wiem, wiem jeż na pustyni to rzadkość.

 

 

niedziela, 08 lipca 2007

   Dziś jest ósmy dzień siódmego miesiąca będący jednocześnie siódmym dniem dwudziestego siódmego tygodnia tego roku.

   Nie poszedłem wczoraj do ołtarza, nie odwiedziłem kolektury Totalizatora Sportowego, nie przemeblowałem pokoju, nie zacząłem swojego życia jeszcze raz od nowa. Nawet nie rzuciłem palenia.

  Dlaczego?

  Nie poszedłem do ołtarza bo nie mam narzeczonej. Wali mnie to. Do kroczenia w stronę księdza nie zmuszą mnie trzy cyfry.

    Uśmiechnięta blondynka pod czujnym okiem Komisji Kontroli Gier i Zakładów nie mogła wylosować moich numerów Dużego Lotka bo żadnych numerów nie wytypowałem.
   Gdybym wygrał milion byłoby duże prawdopodobieństwo, że musiałbym się tym podzielić z milionem Kowalskich, którzy uznali wczorajszy dzień za wyjątkową okazję do złożenia zakładu.
   Trudno - wygram za tydzień.
   Tym bardziej nie obstawiłbym w Multi Lotku liczb:
7,17,27,37,47,70,74,76,77,78,79 bo czułbym się głupio*.
   Szansa, że padną takie liczby jest jak jedna na milion chociaż, jak wiedzą wszyscy, którzy obejrzeli przynajmniej raz przygody agenta 007 szanse jak jedna na miliona sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.

   Nie przemeblowałem M3  bo dobrze się w nim czuję. Po cholerę więc mam coś zmieniać.

  Nie zacząłem życia od nowa, bo to jest ulubione pierdolenie czasopism typu "modna pani domu". Nie, nie można zacząć swojego życia od nowa patałachy.

   I nie rzuciłem palenia bo nie palę.

   A specjalnie dla palaczy mój Zespół Wywiadowczy przygotował informację. W magazynach czekają już gotowe do rozjazdów paczki papierosów L&M z ceną 9.50 PLN.

A na tak zwany weekendowy Happy End wrzucam dzieło mojego ulubionego rysownika:

-----------
* - chociaż możecie sprawdzić (klik)- większość z tych liczb padła.
 

 
1 , 2