Zakładki:
O Autorze
1.Twardypoślad Chomik Kriza
2.Spis Treści Zakopanej
3.Adres e-mail do Pana i Władcy:
4.Krótki Rejs
5.Z innej beczki
6.Projekt Kriza
A imię jego czterdzieści i cztery:
A w jej 'rurzowości' warto zaglądać:
Coś o wnętrzu i zewnętrzu Tygrysa:
Czytane/Polecane
Siostrzana dusza z tramwaju
Wśród tandety lśnią jak diament
NOWY ADRES: www.kriz.pl
środa, 30 sierpnia 2006

To sobie pojadę teraz. Za wszystkie czasy kiedy Oni mogli podkurwiać jednostki wybitne mówiąc do nich z ekranu telewizora, a ja używając mojej jedynej broni - pilota - przełączałem kanał. Tam też prędzej czy później, pojawiali się Oni. Byłem bezsilny. Nie mogłem w spokoju obejrzeć ukochanej Matyldy Damięckiej wpierniczającej nakotyk na na nana Na Wspólnej.
W gąszczu reklam, które naprawdę warto było obejrzeć (bo reklama sztuką jest) pojawiały się spoty, które przy drugim obejrzeniu powodowały u mnie... denerwowały mnie (skoro reklama sztuką jest, nie sztuką jest stworzyć w tym nurcie kicz)


plazmowy telewizor Kriza (30 cali)

Teraz Imperator Kontraatakuje!

Bo i pojawiła mu się taka możliwość.

Zdaję sobie sprawę, że te reklamy, które mnie denerwują w swej nieznośności istnienia (wszystkie proszki do prania) są bardzo skuteczne i spełniają swój cel.

W momencie powstawania jakiejkolwiek reklamy Henkela - ja już wiem, że spełni ona w założeniu trzy punkty.

  1. Wypromuje dany produkt na zasadzie "społecznego dowodu słuszności"
  2. Producent reklamy za zaoszczędzone środki poopala się na Karaibach
  3. Wkurwi Kriza

Tyle. I ja się z Wami założę, że oni mnie naprawdę uwzględniają moją skromną osobę w swoich punktach na zebraniach organizacyjnych!


pierwszy telewizor (jeszcze czarno-biały)

Niektórzy nie wiedzą to już spieszę z wyjaśnieniami.
"Społeczny dowód słuszności" to technika manipulacji stosowana między innymi w reklamie. Na pewno kojarzycie wszystkie te spoty, gdzie emitowane są pochlebne wypowiedzi przeciętnych i przypadkowych osób nie zdających sobie nawet sprawy z tego, że są nagrywani.

Już oczami wyobraźni zobaczyłem przerażajacy scenariusz...
Standardowa rozmowa - Ona siedzi przy stole w kuchni, rozmawiając z głosem zza kadru i leje wazeliną jak może po nowym wybielaczu "XX". Pod koniec spotu głos mówi:

głos zza kadru: Dziękujemy za pani opinię. Małe zaskoczenie, ale potajemnie nagraliśmy naszą rozmowę na temat najlepszego wywabiacza plam na rynku "XX"
Pani Janina Dziwka /beznamietnym głosem oczywiście/: Naprawdę? Ojej, ojej będę w telewizji? Ale to dobrze bo może więcej osób zacznie korzystać z tego cudownego wybielacza "XX" tak jak cała moja rodzina i sąsiadki.


najnowszy telewizor Sony - Bravia

I tak mamy (jak nazwał ich David Barry) konsumentów z Marsa.

Czyli coś co wygląda jak człowiek, chodzi po ulicach/hipermarketach i nosi w głowie przygotowane pytania dotyczące proszku do prania OMO, czy też daje się oblewać smarami z silnika, sokami z porzeczek, olejem czy innym gównem i nie zauważa przyczajonej gdzieś cichutko ekipy zdjęciowej (złożonej z trzech operatorów kamer, pieciu dźwiękowców, dziewięciu ludzi z jakimiś zjebanymi błyszczącymi sreberkami, czterech ludzi od naświetlenia stojących koło swoich halogenów i z piętnastu asystentów dżwigających różne pudła i kontenery - uważajcie możecie ich łatwo przeoczyć).

Lista reklam, które wkurwiają Kriza:

vanish

  • stawkę otwierają reklamy Vanisha. Wszystkie. Kurwa, gdybym właśnie wyszedł ze sklepu ubrany w nowiutką koszulę i podbiegłaby do mnie jakaś cipa taszcząca butelkę oleju silnikowego, żeby go na mnie wylać...Dobra na początku byłbym zdziwiony i dałbym się zaprosić do jej pokoju (kto wie, może akurat chciała mnie bzyknąć, nie wiedziała jak zagadać, a że miała pod ręka butelkę oleju silnikowego zmieszanego z sosem vinegre ...? Zakładamy wariant, że przeoczyłem trzydziestoosobową ekipę z kamerami latającą za tą babką) Ale jakbym zobaczył, że chce wyprać moją koszulę w akwarium, z namalowanym kółeczkiem (imitującym drzwiczki) i guziczkami to wtedy bym jej wypierdolił! Naprawdę! Zajebałbym dziwkę a potem po kolei każdego z ekipy.
    Ale, że w tych reklamach występują podstawieni aktorzy i mnie taka przygoda raczej nigdy nie spotka, dlatego mam ochotę zakurwić reżyserowi tych reklam i temu gościowi co w nich występuje i przez 45 sekund mówi mi, żebym nie przełączał kanału bo moje życie może się odmienić (za każdym razem się nabieram. Tyle razy mu zaufałem, a on zawsze mówi to samo :-) )

  • Persil. Dostał się na moja listę dzięki cudownej pieśni maniakalnej śpiewanej przez anielskie głosy na końcu każdego spotu. Kojarzycie? "tylko Persil....zawsze Persil"
  • Kampania billboardowa.
    "Pancernik przypomina - rodzic zapina.
    klub pancernika wesoło klika w fotelikach"
    Trzeba mieć duże poczucie humoru, zeby przepchnąć takie hasło do kampanii promującej korzystanie z pasów w samochodach.
    Może miałem ciężkie dzieciństwo, ale mnie się to kojarzy jednoznacznie.
  • Rexona. Ciężko skomentować nawet. Laska wychodzi z domu i wielki palec podkłada jej skórkę od banananaana* co jest początkiem dnia pełnego przygód. Królewicz z bajki, pościgi, wybuchy i pot. Niestety spot zawsze się kończy tak samo.
  • Platformy cyfrowe. Tylko Canal + ma fajne. Zresztą jak byłem młody i korzystałem z satelity u kolegi to zawsze szukałem Venus TV.
  • Reklamy lekarstw. Na czele z Deprimem (Bohaterka ma depresję - czarno biały świat, który potem nabiera kolorów. Ten Deprim jest jak mentos - ona go zażywa i od razu wpada na pomysł kupienia kwiatów do wazonu) Leki przeciwbólowe itd. Moim zdaniem reklamy leków powinny zostać zabronione, badź ograniczone do przekazania tylko informacji o produkcie. Jedynie Apap (ten spot kochankiem Babci, który przyjeżdża po swoją dupę Fiatem 125p) mi podchodzi. Jest fajna nuta i fabuła.
  • Provident. Uśmiechnięta przedstawicielka przychodzi do szczęśliwego domu, pomaga coś ugotować, potrzyma dziecko. Nikt z was pewnie nie zauważył, że przdstawicielka podaje matce karteczkę z napisem "jeśli nie oddasz tych ośmiu stów upuszczę małą"

Uważam, że reklama jest sztuką i żeby spełniła swoje założenie - ja (jako odbiorca) muszę chcieć poświęcić jej swój cenny czas. Świetnie pasuje tu reklama Coca-Coli "cała tajemnica we wnętrzu" taką to mogę z przyjemnością oglądać nawet w kinie.
Sikam na wszystkie reklamy proszków do prania (nawet te usuwające piełdziełsiołt plam) telezakupy i wszystkie spoty, które w perfidny sposób chcą mnie zmanipulować. Niech się trochę kamuflują - jak reklama Coca-Coli.

I na koniec wrzuciłem jeszcze reklamę antyperspirantu - żeby pokazać, ze da się zrobić lepszą reklamę, niekoniecznie wykorzystującą image Boga.

A Tu reklama, która zdobyła Grand Prix na tegorocznym festiwalu w Cannes. Wyjaśnia się w niej przyczyna naszej ewolucji:

Sorry, jeśli ktoś uważa, że potraktowalem temat zbyt płytko. To było preludium, w przyszłości pojawią się jeszcze tematy dotyczące reklamy.
Dziękuję.

-----------------------------------------
* - nigdy nie wiem kiedy skończyć pisać to słowo :-)

niedziela, 27 sierpnia 2006

Niech będzie...

Spotykamy się jak co niedzielę żeby pograć w to co udało mi się wyrwać ze szponów sieci.

Na dziś przygotowałem dwie gry. Jedną, w której maksimum czego od nas autorzy wymagają to ruszanie myszką raz w prawo a raz w lewo. Druga natomiast przeznaczona jest dla czytelników, którzy chcą trochę pogłówkować.

Home run

homerun

instrukcja społecznie akceptowalna:

Zasady nie są bardzo skomplikowane. Wracamy naszym ludkiem po ciężkiej pracy do domu. Ludek jest zmęczony więc popija coca-colę z butelki. Ponieważ boli go brzuch, a wciąż popija colę idzie mu się coraz ciężej. Czasem próbuje coś zaśpiewać (dzieli się obdarzonym talentem z mieszkańcami mijanych dzielnic), wtedy trzeba go pilnować.

Kiedy ludek przechyla się w lewo łapiemy równowagę suwając myszką w prawo. Co zrobić gdy ludek przechyla się w prawo - nie mam pojęcia :-) Może ktoś z was mi napisze.

Absolutny udokumentowany rekord to 190 metrów.

Jeśli przejdziesz więcej niż 117 metrów to jesteś lepsza/lepszy ode mnie. Czytelnik, któremu się uda ten wyczyn zostanie przeze mnie nagrodzony wykasowaniem komentarza, w którym się tym czynem przechwala.

Jak to mówią wolność, równość i braterstwo.

instrukcja zwyczajna:

Zasady są banalne. Idziemy naszym najebanym jak Messerschmitt Bf 109 gościem i mamy utrzymać pierdoloną równowagę. Jest przejebanie trudno, bo facet nie wie gdzie podłoga, a gdzie niebo. Czasem wpada na pomysł rozdarcia mordy, wtedy gubi krok i trzeba się skupić, żeby się nie rozjebał o chodnik.

Kiedy gość ma przechył w prawo ratujemy go targając myszą w lewo. Co zrobić gdy ludek przechyla się w lewo - ni chuja nie wim :-)

Najlepszy wynik znany mnie to 190 metrów.

Jeśli przejdziesz więcej niż 117 metrów to się wkurwię i ukarzę wszystkich tym, że jutro pojawi się nudny tekst. Jeśli wszyscy z was, gdy zobaczą, że zbliżają się do 117 metra, wypierdolą się grzecznie na chodnik, żeby mnie nie pokonać to w nagrodę przyłożę się jutro do noty, a mój pies dostanie swieżej wody do miski.

WEJDŹ DO GRY

Hapland cz.1

Tu musimy pogłówkować. Gra logiczna dla wytrwałych. Trzeba zapalić dwie lampki i otworzyć bramę.

tyle instrukcji.

Mnie się udało.

czas: 2 godziny i 12 minut (w tym suty obiad + opierdolenie psa, że przegrywam przez niego)

WEJDŹ DO GRY

No to powodzenia w niepokonowywaniu Kriza.

Umieszczę jutro pewnie jakiś ciekawy wpis :-)

Jak mawiają w pewnych kręgach - papatki.

 

 

17:25, krizz85
Link Komentarze (25) »
sobota, 26 sierpnia 2006

Przed muzyką w grach czy filmach stoi bardzo poważne zadanie.

Ta w filmach jest wyznacznikiem emocji, stanu psychiki bohatera czy też jest tłem dla jakiejś szybszej akcji.

Ta w grach spełnia podobną rolę. Dzięki niej możemy bardziej wczuć się w rolę kierowanego przez nas bohatera/bohaterów, możemy bardziej zaangazować się w walkę, czy rozwiązywać skomplikowane zagadki.

Często jeśli film był gniotem, zapamiętujemy z niego tylko muzykę.

O ile muzyka z filmów bywa doceniana to niestety ta z gier komputerowych umiera i dopiero po reinkarnacji, gdy odrodzi się jako motyw przewodni w filmie, może zostać doceniona.

Dlatego zawsze chwaliłem akcje wydawców gier komputerowych, którzy dołączali płyty audio z muzyką.

Moja Winamp'owa playlista jest wzbogacona w muzykę z 'Gladiatora', 'Back to the future', 'Blade Runner', 'Braveheart', 'Forrest Gump', 'Requiem for a Dream', 'Last of Mohicans', 'The Green Mile' czy 'Milczenia Owiec'.
To wszystko jest przyprawione niezliczonymi pojedynczymi kawałkami Hansa Zimmera ( f.e "Hymn for the Red October"). Jest i Rysio Wagner z utworem z "Czas Apokalipsy"

Do tego smakowite kąski z seriali, którymi katowałem swój młody umysł: "Airwolf", "MacGyver", "Knight Rider".
Nie mam chyba tylko motywu z Drużyny A. Chociaż ten jestem w stanie zanucić na żądanie nawet po obudzeniu w nocy.
W czasach młodości miałem kolegę, który przyłożył radio do telewizora i tym sposobem poprzez nagranie na kasetę muzyki z Drużyny - A (wraz z rapującymi wstawkami lektora typu: wystepują i muzyka) stał się Kimś na naszym podwórku.

Ja żeby go przebić i stać się Kimś Lepszym Niż Gość Który Zdobył Muzykę Z Drużyny - A, musiałem na przerwie w szkole wrzucić do ubikacji wodorotlenek sodu i aluminium.

Nigdy nie umiałem wcisnąć klawisza ESC przy graniu w Battlefield 1942 - bo był czas na intro i był czas na skopanie tyłków wstrętnym aliantom.

Muzyka z tej gry tak świetnie motywowała, że tuż po wejściu do gry byłem w stanie wlecieć skradzioną aliantom Latającą Fortecą w amerykanską dupę biegnącą do naszej flagi, byle tylko obronić punkt dla zespołu.

 

 

Przyznajcie się co u was brzęczy w głośnikach?

 
1 , 2 , 3 , 4