Zakładki:
O Autorze
1.Twardypoślad Chomik Kriza
2.Spis Treści Zakopanej
3.Adres e-mail do Pana i Władcy:
4.Krótki Rejs
5.Z innej beczki
6.Projekt Kriza
A imię jego czterdzieści i cztery:
A w jej 'rurzowości' warto zaglądać:
Coś o wnętrzu i zewnętrzu Tygrysa:
Czytane/Polecane
Siostrzana dusza z tramwaju
Wśród tandety lśnią jak diament
NOWY ADRES: www.kriz.pl
piątek, 24 października 2008

W poprzednim odcinku (do przeczytania tu - klik):

   Przystojny i bogaty młody człowiek postanawia wyruszyć do stolicy i w tym celu kupuje bilet na Intercity. Ten ambitny mężczyzna z sukcesami zawodowymi postanawił poznać duszę Warszawę.
   Kriz siedzi dwa wagony od niego, osaczony w przedziale przez lwowsko-żydowskiego biznesmena, laptopa z przytwierdzoną od spodu biznespanią oraz kobietę w sweterku i zastanawia się ile nocy na dworcu*  będzie musiał wygrywać na grzebieniu melodię  "Ta ostatnia niedziela", żeby zarobić na bilet powrotny.

Nagle w drzwiach przedziału pojawia się Wilgotny Arab, który patrząc na nas swoimi czarnymi ślepiami wkłada rękę do wewnętrznej kieszeni kurtki...

Opowieść właściwa co się snuje do końca

   Szarpnięciem wyciąga... bilet**
   Trzy pary oczu śledziły każdy ruch i trzy ciała podskoczyły niemal równocześnie gdy wydobył swój skarb z kieszeni.
   Przyczyna jego zagubienia wyjaśniła się chwilę później gdy spytał laptop o wskazanie jego miejsca. Ot bilet PeKaPe  był dla niego niezrozumiały, a to w żadnym wypadku nie było dziwne.

   Moi współtowarzysze podczas podróży zamierali jeszcze trzykrotnie. Gdy Arab wyjmował rozkładany czarny telefon, gdy 30 minut później odezwał się dźwięk przychodzącego smsa i gdy podczas rozmowy telefonicznej powiedział, że właśnie wraca z rozprawy. Paranoja :)

...na wszelki wypadek?
tak na wszelki wypadek

Dwie i pół godziny później byłem już w Warszawie. Znaczy "we Warszawie" - przecież jestem Krakusem ;)

I teraz stoję na pisarskim rozdrożu. Pisać prawdę czy pójść w tani populizm, wszak ze stolicy mam najwięcej wejść... No dobra.

Warszawa. Ależ tam jest, kurwa, burdel :)

Sprawa Pierwsza

   Ponad piętnaście minut spędziłem w podziemiach próbując wydostać się na powierzchnię w okolicy przystanku tramwajowego, kierunek Most Poniatowskiego.
   Nic nie mówiące mi tabliczki kierunkowe ze strzałkami w każdą stronę, sklepy, sklepiki, rajstopy.
   Małe miasto pod ziemią. To albo miało być usprawnienie komunikacyjne albo upamiętnienie Powstania Warszawskiego, gdy połowa populacji poruszała się podziemiami.

Sprawa Druga

   ZTM się to to bodajże nazywa.
   Zawsze narzekałem na krakowskie eMPeKa. Wystarczyło parę dni, żebym zaczął tęsknić za niebieskimi tramwajami. Nawet tymi drewnianymi.

   Nie kupiłem biletu w Warszawie Podziemnej i miałem tego bardzo pożałować.
   Szukałem kiosku, jak w każdym mieście. Nihuyah. Zacząłem chodzić wzdłuż wysepki rozglądając się za automatami jak we Wrocławiu. Nihuyah. Postanowiłem więc kupić bilet u motorniczego jak w Krakowie:

Kriz: Poproszę bilet.
Motorniczy: Nihuyah, nie mam
.

   Na wszelki wypadek, gdyby przyszło mi do głowy pojechać bez biletu, na szybce umieszczona była informacja:
"Brak biletów u prowadzącego nie zwalnia podróżnego z obowiązku posiadania biletu"

Super, a brak stacji benzynowej nie zwalnia kierującego z obowiązku zatankowania.

   Może gdyby motorniczy dostawał 50 groszy za sprzedany bilet to nie zamykałby się w swojej kabinie i chował za różnymi zasłonkami. (widziałem taką scenkę dzień później - ja spasowałem jak zobaczyłem tą zasłonkę, a jakaś babka wyważyła to małe okienko pięścią i wsadziła do środka ręce stukając i pukając wszystko co miało kształt człowieka, dla gościa widać to było normalne bo sprzedał jej bilet. Tak to się robi w Warszawie, pomyślałem:) )

Sprawa Trzecia.


...czyli Wisła.
   Przyzwyczajony do widoku niebieskiej uregulowanej rzeki z kaczkami, łabędziami i pięknie wiosną kwitnącymi zwłokami zobaczyłem... zobaczyłem...hmm... rzekę?

rzeka Ankh

   Wisła w Warszawie wyglądała jakby płynęła do góry dnem.
   To co zobaczyłem mogłem tylko porównać do klasycznego piękna rzeki Ankh, która słynie z tego, że jest za gęsta by ją pić i trochę za rzadka by ją orać.

Przypomniało mi się, gdy na nią patrzyłem, że kiedyś wracając (to słowo przesadnie oddaje dynamikę czynności) z imprezy, odlałem się z kolegą do Wisły z Mostu Grunwaldzkiego.

Miałem wrażenie, że gdybym wysikał się, tu w Warszawie, z Mostu Poniatowskiego to rzeka stałaby się minimalnie czystsza.

   Nie chce przez to powiedzieć, że w Krakowie Wisłę można butelkować i sprzedawać jako zdrową bo zawiera minerały i pierwiastki. To znaczy pewnie zawiera pierwiastki ale głównie te ciężkie.*** 
   Chodzi o drobną różnicę w stopniu zagospodarowania nabrzeż. Gdy zamknie się rzekę w kajdanach betonu, wytyczy alejki piesze i rowerowe a pomiędzy tym zasieje się jakiś gatunek zielonej i odpornej na zanieczyszczenia trawy trawy - to całość nabierze wyjątkowo spacerowego klimatu. Nie znam sytuacji prawnej czy gruntowej, być może ma tam gniazda jakiś zagrożony gatunek głuszca fosforowego,  ale wydaje mi się, że dobrym pomysłem będzie przeprowadzenie w tym rejonie paru inwestycji.

nabrzeże Warszawa
nabrzeże Warszawa

nabrzeże Kraków
nabrzeże Kraków

nabrzeże Warszawa 2
i znowu Warszawa

bulwar krk
i Kraków

   To nie atak na Warszawę tylko delikatna sugestia dla tych, którzy mają środki na zainwestowanie w te tereny. No chyba, że mieszkańcy stolicy uważają, że tak jest i ładnie i dziko i w ogóle. Nie wtrącam się.

Koniec narzekań - czas na kadzidła

   Co w stolicy mnie urzekło? Biurowce, kultura ludzi, bardzo niskie natężenie CiP/ha (Chichoczące Pizdy na hektar), metro, kradnące bilet z dłoni  kasowniki, piękny moloch Złote Tarasy (Galeria Krakowska to kwadratowa kupa) i Muzum Powstania Warszawskiego.

Biurowce ładne, wysokie, takie - zachodnioeuropejskie.
W Pałacu Kultury i Nauki się zgubiłem i przez 30 minut nie potrafiłem z niego wyjść. Przez ten przypadek odwiedziłem miliard szkół językowych i jakąś gomółkowską salę pamiątkową...

W tramwajach tłoczno ale sympatycznie.

Chichoczące Pizdy spotykałem głównie wieczorami w rejonach dworca. Pewnie wracały do swoich miejscowości. Niektóre miały prześliczne białe kozaczki, które tak kocham.

Metro - szybko, często, niestety w szczycie gęsto. Nauczony tym, że kasowniki tramwajowe kradną bilety i trzeba trochę poczekać bo podroczy się, podroczy, ale w końcu odda, dałem się zrobić w chuja kasownikowi metra, który wypluł ale inną dziurką.

No i rozległe, bogate i na wysokim poziomie:

Muzeum Powstania Warszawskiego
Muzeum Powstania Warszawskiego

 

NibyPointa, którą powinno się czytać przy spokojnej francuskiej muzyce  

   Gdy zasypiałem w moim pokoju w hotelu Maryjot dużo myslałem o Warszawie. 
   O tempie jakie mieszkańcy sami sobie tam narzucają. W każdej dziedzinie - od poruszania się, jedzenia, picia kawy a na karierach kończąc. Uznałem, że dłużej niż tydzień nie potrafiłbym tam usiedzieć, że brakowałoby mi możliwości zejścia z brukowanej ulicy do klimatycznej kawiarni, w której czas się zatrzymuje, wypadów do piwnic pełnych i muzyki i ludzi niezależnie od dnia tygodnia.

   Gdy siedząc na Nowym Świecie w kawiarni z warszawską dziewczyną, przy gorącej czekoladzie, ja składałem paragon w różne artystyczne formy a ona przekonywała mnie, w ramach poznawania miasta, do wypadu do galerii handlowej Zlote Tarasy.
    "To nie tam", odparłem "znajdę duszę Warszawy". Nie rozumiała mojego sposobu bycia.

   A może wtedy się pomyliłem? Może właśnie tam - w sklepach, ekskluzywnych galeriach i biurowcach napędzanych potem nadambitnych pracowników drzemie dusza stolicy?

Z dedykacją:
"A historii tego swetra i tak byś nie zrozumiała"sweter Gruchy

 

Happy End

centrum warszawy
Warszawa "Zakaz wjazdu - nie dotyczy służ miejskich" Znaczy urzędników? :)

scieżka rowerowa
Kraków. Ścieżka rowerowa na Bulwarach Wiślanych i radosna twórczość mieszkańca :)

--------------------------------------------------------------------

*  - w przypadku Warszawy bardziej pasuje określenie "pod dworcem".

** -  w każdym ale to w absolutnie każdym serialu, w którym fabułę dzieli się na odcinki zdarza się na samym początku coś tak głupiego i przewidywalnego.

*** - zresztą wodą z Wisły, ze względu na przyzwoitą wartość oktanową, tankuję mój samochód :)

piątek, 17 października 2008

Pan Przydługi Wstępniak

   Pamiętam, że kiedy dawno temu temu służbowo wożono mnie przez całą południową Polskę, limuzynami podstawianymi przez ExpressBuS, Adam-Bus, Szwagropol i spółkę PKP Przewozy Regionalne, coś we mnie pękło.
Nie chodzi o to, że nagle pokochałem podróże, bo miłość do wyjazdów wyssałem z piersi ojca i odkąd poszedłem na swoje co parę miesięcy wyjeżdżam w teren podładować akumulatory; raczej o to, że zrozumiałem, że można wyjechać w dowolnym momencie i o dowolnej porze w myśl mojej ulubionej chłopięcej zasady "jakoś to będzie".

   Godzina 18 Kraków. Czemu o godzinie 20 nie pić herbaty ze spirytusem w mojej ukochanej nowotarżańskiej Cafe Deja Vue?*

Cafe Deja Vue, Nowy Targ
Cafe Deja Vue, Nowy Targ

   Od tej erupcji spontaniczności  rozpoczęły  się moje liczne, wielkie przygody. Jedna wiązała się z odkryciem, że w każdym innym mieście niż Kraków o godzinie 23-ej liczba osób biegających po ulicach ogranicza się do trzech.

Ja i ci którzy mnie ścigają.

Jeszcze większym zaskoczeniem było odkrycie podczas tzw "przesiadek", że do niektórych miast, w których czeka na mnie ciepły nocleg natępny PKS wyrusza o 3 w nocy. Taksówka to fajny wynalazek, ale to musiałbym ją wtedy zamówić z Zakopanego chyba :)

Przygodami, które pamięta się z gór chyba najbardziej to gwiazdy, które zastają człowieka podczas schodzenia z trudnego i wycieńczającego szlaku, noce spędzone w leśniczówce czy nagłe załamania pogody.

wodogrzmot
wodogrzmot

Ech, rozpisałem się a to miał być tylko krótki wstępniak...

Pani Opowieść Właściwa co się puści pod koniec

   W ramach mojego pielgrzymowania postanowiłem postawić stopę we Warszawie. Było to dla mnie tak ważne, że ostatecznie jako turysta przyjeżdżam tam dopiero po Nowym Targu, Wrocławiu, Zakopanym, Nowym i Starym Sączu, Jaworkach, Niedzicy, Trzebini, Bolęcinie, Słowacji, Barcelonie, Lloret de Mar, jeszcze raz Nowym Targu, Wieliczce i Chorzowie. Mowa o tym roku oczywiście :)

   Proszę o wybaczenie droga stolico.

   W Warszawie nie stawiałem stopy po raz pierwszy, przyjeżdżałem tam parę razy na wezwanie firmowej Macierzy**, lecz po raz pierwszy miałem się tam zabawić, poszukać duszy miasta zostawić pieniądze.

   W przypadku mojego prywatnego przejazdu także postanowiłem postawić na InterCity.  Miłość do pociągów jest u mnie bardzo silna. Gdybym miał w podróży do wyboru samolot, limuzynę i pociąg wybrałbym to ostatnie.

dworzec główny Kraków
Dworzec Główny Kraków

   Przybyłem na krakowski Dworzec Główny późnym popołudniem i uczony doświadczeniem zainstalowałem się na peronie czwartym, mijając tablicę, która informowała pasażerów, że IC Kaszub podjedzie na peron piąty.
   Punktualnie na 15 minut przed przyjazdem Głośnikowy Ludek powiedział: "IC Kaszub wyjątkowo podjedzie na tor mamrot, mamrot peron 4. Za utrudnienia bardzo mamrot, mamrot, kaszlnięcie"  Znam ja już te popołudniowe wyjątki na pamięć.

star wars
Star - Wars :)

   Zająłem miejsce w przedziale, byłem pierwszy. Miejsce 86, okno. Wagon konduktorski. Czytelnicy rada dla was - zawsze gdy macie mozliwość jedźcie wagonem z konduktorem (to ten od przesyłek) to zazwyczaj szósty wagon, ale gwarantuje wam, że to zawsze będzie ten z największą ilościa bajerów, działającą klimatyzacją, sprawnymi kontaktami i czystą toaletą. Nie wiadomo dlaczego tak sie dzieje ;)

"A jeśli Polska to właśnie ta ojszczana klapa?"

   Zająłem miejsce 86 okno, oczami w kierunku Warszawy. Jestem pierwszy więc czekam na tych co przyjdą. Co los da przyjmę z godnością.

   Do mojego przedziału pierwsza weszła starsza babeczka w sweterku. Elegancka. W stylu takiej co to w torebce może mieć swojego kochanego małego psa. Miejsce od strony przedziału, tyłem do kierunku jazdu. Przekątna.

Nie przejawia chęci rozmawy o swoim psie/kocie. Sukces

Druga wchodzi bizneswoman ze swoim wiernym kochankiem...laptopem. Przedział, przodem do kierunku jazdy.

Kumata, nie przejawia potrzeby pomocy przy laptopie/kontakcie. Sukces

Wchodzi trzeci. Starszy siwy pan w typie żydowskiego biznesmena. Na palcu sygnet. Staje przede mną. Kurwa mać.

-Pan usjadł na moim miejscu - mówi ze słyszalnym wschodnim stylem.
-A które to pana miejsce? - w ostatniej chwili powtrzymuję się przed naśladowaniem jego akcjentu.
-To własnie, osjemdzjesjąt pięc- odpowiada z trumfem slysanym w glosje.
-Osjemdziesjąt pięc jest tam- wskazuje palcem miejsce na przeciwko, a w myślach się każę "kurwa, Kriz - miałeś przestać szydzić z ludzi"

Podzjękował i usjadł...

Ale ja jak ten Adaś, Adam Miauczyński czekam na wyrok. Na sąd czekam, oczekuję.

Do przedziału zagląda w tym momencie Arab, cały spocony. Allah Akbar krzyczę w myślach. Arab znika***

Pociąg spodziewanym szarpnięciem rusza w kierunku naszej stolicy.

Po 3 minutach w drzwiach do przedziały pojawia się ten sam Arab. Spocony jeszcze bardziej. Na twarzy jest cały mokry. Wygląda jakby walczył z trudną decyzją. Patrzy na nas tymi swoimi czarnymi ślepiami i sięga do wewnętrznej kieszeni. No to kurwa po nas...

W kolejnym wpisie:
Czy Kriz eksplodował.
Czy będę miał szczęście i będę świadkiem pierwszego zamachu religijnego w Polsce?
Czy przeżyłem?
Czy pojawi się kolejny wpis jeszcze w niedzielę?
Jeśli Kriz eksplodował to czemu o tym nie mówili w Faktach i kto to pisze?
... w bonusie także wygrane numery lotto.

 

-----------------------------------------------
* - fakt o godzinie 22 musiałbym ją pić bardzo szybko bo autobus w Nowym Targu kierunek Mój Pokój kursuje do 22:04 :)

** -  czyli Centrali :)

*** - Zniknął. Nie, że pssft, pstryk i go nie ma w kłębach dymu. Po prostu poszedł sobie.